Relacje są ważne, ale spotykamy się czasem z takimi osobami, które bardzo łatwo tracą równowagę. Dlaczego niektórzy z nas wydają się być ostoją spokoju, a innym wystarczą sekundy, żeby wyprowadzić ich z równowagi?
Wyobraźmy sobie, że każdy z nas jest konsolą didżejską, na której jest wiele guzików. W naszym życiu będą się pojawiać osoby z umiejętnością ich wyłączania lub wręcz przeciwnie – uruchamiania wielu przycisków naraz. Te guziki zostały w nas zainstalowane jakiś czas temu. Możemy je wymieniać, ale wchodzimy w życie z różnymi tendencjami. Przykładowo mogą nas z jakiegoś powodu denerwować głośne, ekstrawertyczne osoby. A dzieje się tak dlatego, że jako dzieci byliśmy uciszani w domu, w myśl powiedzenia „dzieci i ryby głosu nie mają”. I mimo że chcemy też móc się tak nieskrępowanie i głośno wypowiadać, nie potrafimy, i złościmy się na osobę, która tę swobodę ma. Nie dlatego, że ona to robi, tylko dlatego, że ciągle myślimy, że my nie możemy. Ważne jest, żeby – tak jak w przypadku emocji – zauważać takie schematy: jacy ludzie nas irytują, co jest dla nas wyzwaniem, co wywołuje w nas złość. Bo pod naszą frustracją, irytacją jest często coś, za czym tęsknimy.
Czyli te nasze reakcje nie dotyczą osoby, która nas denerwuje, tylko nas samych.
Tak i mimo wszystko to dobra wiadomość, choć niełatwo ją przyjąć, bo zdecydowanie prościej jest ocenić i obarczyć kogoś winą, niż popatrzeć na siebie. Kiedy jednak już sobie uświadomimy, co się z nami dzieje, daje nam to szansę na pracę nad sobą i wtedy mamy możliwość taki stary schemat zmienić.
Czy wszystkie emocje trzeba równoważyć? Czy jednak powinniśmy pozwalać sobie na przeżywanie zarówno cierpienia, jak i szalonej radości?
Jedyne, co „musimy” w kontekście emocji, to przeżyć je od początku do końca. Bo emocje są zbudowane jak fala oceaniczna. Jakaś sytuacja je wyzwala, to jest punkt początkowy, później emocja nabiera intensywności, ma szczytowy moment, w którym przesyła informację, bo do tego jest stworzona – mówi o tym, co się dzieje w środku. Naszym zadaniem jest odczytanie tej wiadomości. Emocja wybrzmiewa i opada.
Czyli każda emocja jest ważna.
Tak. Absolutnie. Szczęście i radość odczuwamy z przyjemnością – od początku do końca. Ale lęk czy złość często tłumimy, ponieważ społecznie są mniej akceptowane. Bo kobietom np. nie wypada się złościć, a mężczyznom się bać. Przy czym emocja jest jak posłaniec, który ma dla mnie wiadomość i musi mi ją przekazać. Jeśli ją stłumię, to ona będzie musiała jeszcze silniej we mnie zareagować. Jeśli nie chcemy kumulować czy zatrzymywać w sobie procesów emocjonalnych, potrzebujemy nauczyć się je przeżywać. Każda emocja, i ta przyjemna, i ta nieprzyjemna, bo nie nazywam ich intencjonalnie negatywnymi, pozytywnymi, przychodzi z informacją. Naszym zadaniem jest te informacje odczytać. Przykładowo uważa się, że złość mówi o naszych granicach, o tym, że ktoś je przekroczył lub że sami to zrobiliśmy.
Co to znaczy?
Jeśli zaczynam irytować się na samą siebie, na e-maile, które przychodzą, na telefony, na kolejne spotkanie, to tak naprawdę denerwuję się, ponieważ planując pracę, wypełniając kalendarz, przekroczyłam swoje możliwości lub ktoś za bardzo mnie obciążył obowiązkami, a złość jest po to, żeby to zauważyć i spróbować zmienić. To, co jest trudne w takich sytuacjach i może przeszkadzać w utrzymaniu balansu, to nasza zgoda na rozczarowanie innych.