Sense of Beauty

 
Świat Dr Irena Eris

Widzisz mnie?

Przypatrz się dobrze. W zdominowanym przez mężczyzn świecie znalazła się przestrzeń i dla mnie. Przypadek? Absolutnie nie. Ciężka praca? Owszem. Nazywam się Maria Skłodowska-Curie i znam swoje miejsce – w pierwszym szeregu. W świecie nauki kobiet takich jak ja jest więcej.

Tekst: Agnieszka Gołąbek
Maria Skłodowska-Curie (1867-1934) w swoim laboratorium w Paryżu, 1912.

Pierwsza
Stoi na szczycie Rysów, wydaje jej się, że pod stopami ma cały świat. Przyspieszony po trudach wspinaczki oddech powoli się uspokaja. Jest 1899 r., a ona ma 34 lata. Gdzieś tam, w tak innej od tatrzańskiej rzeczywistości, czekają mąż Pierre, dwuletnia córeczka Irène i ukochane laboratorium, w którym spędza długie godziny. Czy w najśmielszych snach marzy o sukcesie w świecie nauki? Czy do niego dąży? Na potwierdzenie swoich osiągnięć nie musi długo czekać.

Badania nad promieniotwórczością, które Maria Skłodowska-Curie prowadzi wraz z mężem, a także fizykiem Henrim Becquerelem, przyniosą im Nagrodę Nobla z fizyki w 1903 r. Osiem lat później Królewska Szwedzka Akademia Nauk uhonoruje badaczkę ponownie, otrzyma Nobla z chemii za odkrycie polonu i radu. Jest pierwszą wśród naukowczyń noblistką w tych dziedzinach, a także pierwszą osobą, która otrzymała aż dwie nagrody.

Na tym bycie prekursorką się nie kończy. Zostaje pierwszą kobietą profesor na Sorbonie, jest też jedną z pierwszych kobiet we Francji, które uzyskały prawo jazdy na samochód ciężarowy – Marię można było zobaczyć podczas I wojny światowej za kierownicą ambulansu. Prywatnie? Kochała kwiaty, jeździła na nartach i na łyżwach, znała biegle kilka języków, ale liczyła tylko po polsku, obdarowywała znajomych kawałkami korzeni drzew i muszelkami, a za pieniądze z pierwszej Nagrody Nobla… urządziła łazienkę. Kilkadziesiąt lat po śmierci prochy jej i męża przeniesiono do paryskiego Panteonu. Nawet wtedy była pierwsza – żadna kobieta przed nią i żadna cudzoziemka nie została tak uhonorowana za swoje zasługi.
Niczego w życiu nie należy się bać, należy to tylko zrozumieć.
— M. Skłodowska Curie
Lise Meitner (1878-1968), nazywana pierwszą damą fizyki jądrowej.

Wybitna
Która to już nominacja do Nagrody Nobla? Kto by liczył… I znowu nic! Nie pomogło nawet to, że zgłosił ją sam Niels Bohr. Lise Meitner wzdycha znacząco, wraca myślami do przeszłości. Przypomina sobie dziewczynkę, dla której wzorem była Maria Skłodowska-Curie. Czy to zrządzenie losu, że urodziły się tego samego dnia i obie były upartymi Skorpionami? Tak bardzo marzyła o tym, by jako świeżo upieczona doktorantka pracować u słynnej naukowczyni, bez powodzenia.

Początki były trudne. Jako pierwsza kobieta została studentką fizyki na Uniwersytecie Wiedeńskim. Potem była przeprowadzka do Berlina – tam, tylnym wejściem, przedostawała się do Instytutu Chemii, frontowe było tylko dla mężczyzn. Nie  poddała się, mimo że nie miała tam nawet prawa korzystać z toalety. Po kilku latach jako pierwsza kobieta otrzymała w tej placówce pracę i pensję. Nie ustawała w staraniach, by odegrać rolę w nauce. Była ponadprzeciętna, o czym świadczą słowa Einsteina, który mówił, że jest „naszą Madame Curie, i to bardziej utalentowaną”.

Pracowała blisko 30 lat z niemieckim fizykochemikiem Otto Hahnem, razem odkryli odrzut jądra atomowego, a także trwały izotop protaktynu. Jako pierwsza w prawidłowy sposób zinterpretowała rozszczepienie jądra atomowego, odegrała też znaczącą rolę w fizyce kwantowej. Hahn otrzymał Nagrodę Nobla z chemii w 1944 r. O tym, że to wyróżnienie należy się również Meitner, jakoś nie wspomniał. Inaczej niż Pierre Curie, który nie zgodził się na pominięcie kandydatury swojej żony.
Wierzę, że wszyscy młodzi ludzie zastanawiają się, jak ułożyć sobie życie. Gdy ja się zastanawiałam, zawsze dochodziłam do wniosku, że życie nie musi być łatwe, byle tylko nie było puste. I to życzenie zostało spełnione.
— Lise Meitner
Elizabeth Blackwell (1821-1910), pierwsza kobieta w Stanach Zjednoczonych z dyplomem lekarskim.

Uparta
Wytrwale składa podania na uczelnie medyczne. Odmowy spływają jedna po drugiej, nikt nie chce kobiety w szkolnej ławie. Lekarka? Dobre sobie. Udaje się dopiero za 30. razem, i to tylko dlatego, że rektor zostawia decyzję o jej przyjęciu studentom, a ci dla żartu głosują jednogłośnie za. Elizabeth Blackwell skończy studia z najlepszym wynikiem na roku.

Jest głodna wiedzy, chce uzupełnić kwalifikacje na paryskiej Sorbonie. Kobieta lekarzem? Nikt nie traktuje jej tam poważnie, kolejna ściana, może się za to uczyć gdzie indziej na położną. Pozostaje zakasać rękawy i zabrać się do odbierania porodów. W wyniku nieszczęśliwego wypadku traci jedno oko, co przekreśla jej karierę w chirurgii. Nie odbiera jej to jednak zapału i ambicji, a ponieważ żaden szpital nie chce jej zatrudnić, otwiera gabinet na nowojorskim Manhattanie, później – przychodnię dla ubogich kobiet.

Jej misją jest nauczenie innych higieny. Dołącza do niej jej siostra, Emily, która ruszyła tą samą ścieżką zawodową, co Elizabeth. Pomaga im jeszcze Maria Zakrzewska, lekarka z Polski. Wkrótce siostry Blackwell otworzą wspólnie uczelnię medyczną – tylko dla kobiet. Placówka będzie działać blisko 30 lat, a Elizabeth nie ustanie w podkreślaniu, że lekarki w niczym nie ustępują swoim kolegom po fachu. Z takim przesłaniem pojedzie na wykłady do Anglii. W jej słowa będzie się wsłuchiwać m.in. Elizabeth Garrett, w niedalekiej przyszłości pierwsza Brytyjka z lekarskim dyplomem.
Jeśli ludzie uważają mnie za dziwaczną istotę, proszę bardzo, a ja pozwolę sobie nie przejmować się tym zbytnio.
— Elizabeth Blackwell
Hanna Hirszfeldowa (1884-1964), lekarka, serolożka, immunolożka, alergolożka, seroantropolożka, hematolożka, poliglotka.
 
Oddana
Pasjonują ją nauki przyrodnicze, zna polski, rosyjski, francuski, niemiecki, angielski, włoski i serbski, chce leczyć ludzi, jest tego pewna. A jeszcze większą pewność ma co do tego, że w Polsce nikogo to nie obchodzi. Jest kobietą, o studiowaniu może zapomnieć. Nie ma jednak zamiaru ustąpić, jest zbyt ambitna. Po dyplom wyjeżdża do Paryża, naukę kontynuuje w Berlinie, robi dwa doktoraty. Nie powstrzymuje jej nawet wojna. W czasie pierwszego światowego konfliktu pracuje w szpitalu polowym. Zawsze na służbie.

Nie inaczej jest po powrocie do Warszawy w 1919 r. Jako pediatra Hanna Hirszfeldowa skupia się na pracy z najmłodszymi, ma prywatną praktykę, jest też wolontariuszką w Klinice Chorób Dziecięcych przy ul. Litewskiej 16. Zostaje przewodniczącą warszawskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. Zawsze poważna, skromna, z nienagannym kokiem. Podobno tylko na kilku zdjęciach jej duże orzechowe oczy są uśmiechnięte – kiedy spogląda na dzieci.

Do historii przejdą badania, które prowadziła wraz z mężem Ludwikiem. Razem analizowali częstość występowania grup krwi u osób z odmiennych obszarów geograficznych. Ich praca stała się początkiem nowej dziedziny – seroantropologii.
Hanna żywo interesowała się hematologią wieku dziecięcego, następstwami konfliktu serologicznego, wadami wrodzonymi, alergologią u najmłodszych, a także chorobą głodową, z którą zetknęła się w czasie heroicznej pracy w getcie w czasie II wojny światowej. Za swoje zasługi otrzymała w 1957 r. Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.
Mary Anning (1799-1847), portret z jej wiernym towarzyszem – psem Trayem.

Wnikliwa
Siedzi wpatrzona w ręce ojca, które polerują znalezione wspólnie kamienie. On skupiony, ona prawie nie oddycha z przejęcia. Już wie, że chce tak jak on szukać skamielin. Marzenie stanie się dla Mary Anning obowiązkiem, gdy po śmierci ojca sprzedaż znalezisk będzie sposobem na podreperowanie skromnego rodzinnego budżetu. Gdy jej brat Joe znajduje ponad metrową czaszkę, dziewczynka zaczyna szukać dalej i głębiej...

Jest! Trwało to kilka miesięcy, ale w końcu jest! Krokodyl? Jaszczurka? Nie wiadomo, ale okaz jest ogromny, szkielet ma ponad pięć metrów! Rodzinie na jakiś czas przestanie burczeć w brzuchach. Dla Mary znalezisko będzie impulsem do dalszej, trudnej pracy – wchodzi na osuwiska i pod wiszące klify, cierpliwe wydłubuje dłutem skamieliny ze skał, przemierza wiele mil pobliskich plaż. Cierpliwa, uparta, skuteczna. Znajduje kolejne szkielety – ichtiozaurów, plezjozaura, pterozaura. Naukowcy czerpali z jej osiągnięć, wykorzystując jej pasję i talent. Była samoukiem, zaczytywała się w książkach o anatomii zwierząt, pochłaniała ją geologia, z zapałem kopiowała rysunki z różnych publikacji, ale niewielu traktowało ją wówczas poważnie. Byłaby zapewne wzruszona, gdyby się dowiedziała, że w 2010 r. zostanie jedną z 10 najważniejszych naukowczyń w Wielkiej Brytanii, jej znaleziska będą częścią ekspozycji w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie, a ponadto jej imieniem zostanie nazwany gatunek ichtiozaura. A gdyby do tego dorzucić, że zagra ją sama Kate Winslet w filmie „Amonit”?
Maria Antonina Czaplicka (1884-1921), pełna zapału antropolożka i etnografka.

Nieustraszona
Na dłoni ma pięć maleńkich tabletek. Wpatruje się w nie, po czym zdecydowanym ruchem połyka. Pozostaje czekać, aż chlorek rtęci zacznie działać. Nie chce już żyć, wszystko straciło sens. Nieprzyznane stypendium wciąż burzy krew. Przecież chciała ponownie jechać na Syberię, badać, eksplorować nieznane. Znowu zobaczyć w prasie nagłówek „Nieustraszona podróżniczka: trzy tysiące mil saniami przez Syberię”. Teraz nie ma już żadnych pragnień…
Przed nią pustka.

Kiedy Maria Antonina Czaplicka porywa się na swoje życie, jest wykładowczynią na Uniwersytecie Bristolskim, wcześniej – jedyną wykładowczynią w Oksfordzie i jedną z pierwszych Europejek z doktoratem z antropologii. W 1914 r. wraz z zespołem ruszyła wzdłuż Jeniseju, by dokumentować i zgłębiać kulturę Ewenków. O wyprawie napisała dobrze sprzedającą się książkę „Mój rok na Syberii”. Odbierała nagrody, wygłaszała odczyty, ale nikt nie oferował jej stałej pracy, na taką mogli liczyć przede wszystkim mężczyźni.

Otrzymanie stypendium brzmi jak przepustka do świata, w którym czuje się ważna, doceniana, szanowana. To szansa na kolejne badania, osiągnięcia, eksponaty. Gdyby miała własne fundusze, natychmiast ruszyłaby w drogę, mimo że wciąż pamięta ból, trud i głód towarzyszące ostatniej wyprawie. Odmowa jest jak cios w brzuch. Znowu ktoś inny dostaje to, o czym marzyła. Ma dopiero 37 lat, ale nie chce już dźwigać kolejnego rozczarowania. To za dużo…
________
Źródła:
piekniejszastronanauki.pl/maria-sklodowska-curie/ [dostęp: 12.06.2025]. /
piekniejszastronanauki.pl/maria-sklodowska-curie/ [access: 12.06.2025].
T. Pospieszny, „Zapomniany geniusz. Lise Meitner – pierwsza dama fizyki jądrowej”, Gdynia 2016. / T. Pospieszny, “Zapomniany geniusz. Lise Meitner – pierwsza dama fizyki jądrowej”, Gdynia 2016.
K. Wężyk, „Zuchwałe. Kobiety, które chciały więcej”, Warszawa 2025. /
K. Wężyk, “Zuchwałe. Kobiety, które chciały więcej ”, Warszawa 2025.
F. Larson, „Pionierki. Maria Czaplicka i nieznane bohaterki antropologii”, Kraków 2021. /
F. Larson, “Undreamed Shores: The Hidden Heroines of British Anthropology”, Kraków 2021.
U. Glensk, „Hirszfeldowie. Zrozumieć krew”, Kraków 2018. / U. Glensk, “Hirszfeldowie. Zrozumieć krew”, Kraków 2018.

Zobacz także